
Dzisiejszym wpisem rozpoczynam nową serię na blogu: Niedziele z analogową fotografią. Chcę Wam pokazać, czym się zajmuję, kiedy nie robię zdjęć na bloga. Trochę zaniedbałam tę analogową pasję i chcę do niej wrócić. Mam nadzieję, że te posty przypomną mi, jak dużo radości przynosi.
Naukę fotografii rozpoczęłam jeszcze w czasach, kiedy cyfrówki nie były tak szeroko dostępne jak dziś, i wszyscy na zajęcia chodziliśmy z lustrzankami analogowymi. Co tydzień bywaliśmy na giełdzie fotograficznej, żeby jak najtaniej dorwać najtańsze z ilfordowskich filmów, w ciemni przesiadywaliśmy godzinami, żeby wywołać zdjęcia na zaliczenie. To brzmi jak zamierzchłe czasy, a nie było wcale tak dawno temu. Po prostu technologia pogalopowała do przodu. Z czasem i ja przerzuciłam się na cyfrę, ale po kilku latach nasyciłam się możliwością nieco bezmyślnego pstrykania zdjęć, na które pozwala ta technologia, i wróciłam do analogów, bogatsza już o rozmaite fotograficzne doświadczenia. Zaczęłam też wtedy kolekcjonować stare aparaty - i robić nimi zdjęcia. Pisałam nawet o tym bloga. Od kilku lat jednak moja pasja słabnie, co mnie martwi. Chciałabym ją podtrzymać. Dlatego będę sobie przypominać - a Wam pokazywać - zdjęcia, które zrobiłam analogowymi aparatami.
Zaczynamy od Londynu w 2009 roku. Pojechałam na kilka dni z przyjaciółką poznać miasto. Zamieszkałyśmy w hostelu w Borough i najlepiej z tego wyjazdu pamiętam nadzwyczajne targi jedzeniowe. Te zapachy i smaki, i niezwykłe potrawy, które prezentowano na stoiskach były nie z tej bajki. Samo City nie zachwyciło mnie aż tak bardzo - to jednak wielkie miasto, głośne, trochę przytłaczające. Swobodne spacery po mniejszych i cichszych uliczkach, zwłaszcza w Borough, bardzo mile wspominam. Stamtąd też mam najwięcej zdjęć, które możecie tu obejrzeć.
Photos taken with Konica Hexar AF and Kowa Six MM.










świetne zdjęcia :)
ReplyDeletePorcelainDesire
Dzięki :).
Delete